Zaznacz stronę

Ta dowolność w Oblivionie jest chyba jej największym atutem. Możemy wyruszyć wszędzie gdzie tylko nam się spodoba – w przeciwieństwie do różnych innych gier RPG nie mamy mapy podzielonej na „obszary”. Po prostu do danego miejsca idziemy.. z buta 😉 Z tego co pamiętam jest opcja „szybkiej podróży” do bardzo specyficznych miejsc, typu miasta czy obozy warowne, jednak wszystkie inne lokacje musimy sami „odkryć” czyli podjechać.
No cóż, powiem szczerze, że nawet taka teoretycznie „nudna” podróż do danej lokacji może się okazać ciekawa.. zawsze może się coś stać, ktoś nas zaczepić, wzywać pomocy.. raz jadąc do opuszczonego dworka w celu ubicia wampira miałem bardzo fajną sytuację. Nie wiem na czym to polega, czy to się dzieje losowo w losowym miejscu, czy zawsze każdemu się przydarzy, w każdym razie sytuacja była następująca.
Jechałem drogą konno, aż nagle z głośników usłyszałem odgłosy walki. Oczywiście zadziałało to na mnie jak czerwona płachta na byka – po kilkunastu minutach podróży byłem bardzo znudzony i czekałem na jakąś akcję.Natychmiast skierowałem swojego konia w stronę odgłosów. Jednak zdziwienie moje było niesamowite – walczyło dwóch ludzi, jednak nie między sobą.. każdy walczył z samym sobą. Nie wiedziałem co robić w tej sytuacji, więc zacząłem po prostu się im przyglądać obserwując bryzgającą naokoło krew.
Po krótszej chwili jeden z nich umarł a drugi z nich nawiązał ze mną bardzo ciekawą rozmowę.. otóż niedaleko znajdowała się (według jego słów) tajemna kryjówka potężnego lisza, który miał swoje zabawy.. zmuszał podróżnych do walki z samymi sobą. Szczerze mówiąc podczas słuchania jego wypowiedzi myślałem ,ze to jakiś głupi żart twórców gry.. jednak tak nie było. Oczywiście szybko wyciągnąłem informacje gdzie się ta kryjówka znajduje i udałem się tam czym prędzej. Samo znalezienie wejścia zajęło mi kolejne kilkanaście, jeżeli nie kilkadziesiąt minut. Przejście do ostatniej komnaty podziemi – jakieś kilka minut.
Nie było źle, trochę szkieletów, jakieś ghule i jeden wampir. Jednak z liszem wcale nie poszło łatwo.. otóż był tutaj pewien BARDZO uciążliwy fragment. Należało albo wygrać walkę z samym sobą (pojawiała się przed nami nasza własna postać i atakowała nas) albo rozwiązać zagadkę lisza. Problem w tym, że nie było napisów, a lisz bełkotał strasznie po angielsku i niestety było to NIEWYKONALNE. Samego siebie pokonać również się praktycznie nie dało.. czemu? Otóż wykonywała ta postać te same rzeczy co my.. rzucaliśmy czar? On też. Piliśmy potiona? On też. Musieliśmy mieć szczęście – trzeba było zadać więcej obrażeń niż on.
A ponieważ grałem na najtrudniejszym poziomie trudności to jednak miałem ogromny problem z walką z owym typem.. nie dość, że był równie mocny co ja, to do tego dostawał bonusy za poziom trudności. Oj, to była naprawdę ostra walka. Po pokonaniu samego siebie (gdzieś po 40 loadach) można było ostatecznie rozliczyć się z liczem. Nie była to również łatwa walka, ale nie ukrywam, że było o wiele mniej skomplikowana niż z samym sobą.
Był mocny, ale nie ukrywajmy, że ja byłem mocniejszy ;> Nagrody jednak nie dostałem praktycznie żadnej.. złota było sporo, ale moja postać nie narzekała na brak gotówki a itemy.. typowe dla maga. W skarbcu lisza znalazłem różdżkę dla maga ognia, dla nekromanty oraz szatę dla ogniowego nekromanty ;> Ale muszę powiedzieć, że bardzo się cieszyłem z tego.. to była taka fajna przygoda. Oblivion jest naprawdę bardzo ciekawą grą, sprawia, że niejeden fanatyk RPG poświęci kilka dni bez snu nie odchodząc od komputera i żyjąc życiem swojej postaci. Jaki z tego wniosek? Albo nie grać w ogóle albo ogarnąć siebie i swoje życie. Bo przecież to byłoby uzależnienie, a tego nie chcemy. Gierkę można naprawdę przeżywać, z moim dobrym przyjacielem graliśmy razem (każdy w tym samym okresie zaczął) to powiem szczerze, że ciężko było przestać gadać o tej grze. Wymienialiśmy się przygodami, tym co zdobyliśmy, zadawaliśmy pytania i tak dalej i tak dalej.. generalnie non stop gadane o Oblivionie było. W sumie fajnie, ale zarazem zaniedbaliśmy sprawy bardziej realne. Jednak ta gra ma coś w sobie, jest z całą pewnością bardzo wciągająca, interesująca i oczywiście niesamowicie grywalna.. tutaj faktycznie wcielamy się w tą postać.
Może to głupie, ale sam fakt widoku z oczu naszego bohatera dodaje tego swoistego uroku, dzięki któremu wciąż chętnie odpalamy Oblivona, nieważne po jakim czasie.. gdybym miał go zainstalowanego to na samo wspomnienie bym uruchomił.. 😉